Jeszcze parę lat temu marka Lolita Lempicka była praktycznie nieznana. Pojawienie się jej pierwszego zapachu, klasycznej wersji słodkiego jabłuszka, powitano z mieszanymi uczuciami: źródłem konsternacji była zwłaszcza spora ilość anyżu, kryjącego się w fioletowo-złotym flakonie. Grono zagorzałych zwolenniczek jest jednak całkiem liczne i trudno się dziwić, bo tak eleganckiej i przemyślanej gry z konwencją kiczu nie podjął od dawna nikt.
(Wyjąwszy casus Andy Warhola i Roya Lichtensteina na niwie sztuk plastycznych. Lub jeszcze wcześniej francuskich symbolistów – niech mi historycy sztuki wybaczą to zdanie.) Słodycz Lolity, często przyrównywanej z Angelem Thierry’ego Muglera, nie ma w sobie wiele z aromatów kuchennych. Żadnych ciast, czekolady, karmelu i łakomego oblizywania paluchów, ukradkiem maczanych w makutrze. Lempicka otwiera drzwi do Krainy Czarów – w alternatywnej względem książki Lewisa wersji, gdzie niewinna Alicja zostaje zupełnie zdeprawowana. Przez Szalonego Kapelusznika, jak mniemam. Nigdy mu zbytnio nie ufałam... Iluzji baśniowego świata całość została podporządkowana z miażdżącą konsekwencją. Spot reklamowy cytuje niemal wszystkie kalki, wykorzystywane w promocji damskich perfum. Jest senna piękność o urodzie leśnej driady, półomdlała z rozkoszy; jest flakon, który z nonszalancką precyzją wtacza się w smukłą dłoń; i obowiązkowa w reklamach perfum erotyczna aura. Jest także miękkie leśne poszycie oraz słońce, miejscami przebijające przez gęste listowie – i właśnie ta estetyka, rodem z powieści fantasy, świetnie przysłużyła się kampanii telewizyjnej i prasowej, których, podobnie jak samego zapachu, nie sposób pomylić z innymi. To wielki sukces kreatora: zniewolić wyobraźnię, zmusić odbiorcę do przyjęcia własnej wizji. Wąchając Lolitę większość z nas widzi wróżki i nic na to poradzić się nie da. „Elfia” niesamowitość tych perfum, skupionych wokół soczystej i słodkiej lukrecji, to przede wszystkim zasługa dodatku liści pnącego bluszczu (symbolu marki) oraz fiołka, który niezmiennie nadaje zapachom eterycznej aury zaświatów. Apetyczno-słodkie nuty w intencji twórców przywołują wspomnienia z dzieciństwa. Częścią siebie chcemy do niego powracać, ani o włos jednak nie ustępując z pozycji uwodzicielskiej kobiecości. Tę dwoistość pragnienia silnie podkreśla twórczyni marki, Josiane Pividal (lepiej znana właśnie jako Lolita Lempicka), opowiadając swoją historię z punktu widzenia „przebudzenia pożądania”. „Podarowałam dziecku smak, kobiecie dałam kwiaty”* – deklaruje. W koszu podarunkowym znalazło się coś ponadto. Metalicznie chłodny irys oraz amarena, niewielka włoska wiśnia o charakterystycznym smaku, która osnuła Lolitę cieniem migdałowego aromatu. Gorzkimi migdałami pachnie kwas pruski – znajdująca się w wiśniowych pestkach silna trucizna, znana także jako cyjanowodór lub... Cyklon B. Doprawdy, ocierająca się o perwersję fantazja, z jaką dobrano składniki, budujące ten z pozoru niewinny zapach, wciąż nie przestaje mnie zachwycać... Był kiedyś zwyczaj przywdziewania tego samego zapachu w coraz to nowe szatki. Celowała w tym Escada, co roku okrywając swoją Collection suknią innej barwy. Lempicka podchwyciła pomysł i mocno potrząsnęła jabłonką. Klienci zostali zasypani gwiazdkowymi koferetami, gdzie flakony perfum, w zestawach z dołączoną biżuterią, tkwią w złotych klatkach, karocach i domkach. W ślad za pierwszą Lolitą w świat pomaszerowała też armia klonów o nieznacznie modyfikowanej formule: limitowane edycje L’Eau de Minuit, L’eau de Minuit „Poussieres d’Étoile”, L’eau de Minuit „Soleil de Minuit”, Fleur de Minuit, kilka nieznacznie różniących się wersji pod nazwą Caprices de Lolita... Aż tyle?!!! Nie doszłam nawet do połowy wyliczanki! I wreszcie tegoroczny Fleur Défendue, o którym opowiem innym razem. Celowo nie wspominam tu wody toaletowej, która paradoksalnie najbardziej różni się od podstawowej wersji zapachu. Jakiś czas temu Lolita doczekała się nawet własnej edycji telefonu komórkowego – Samsunga U 600! Co jednak za dużo to zdecydowanie niezdrowo: z miesiąca na miesiąc zacierają się różnice między Lempicką a firmą Matell. Po rewelacyjnym debiucie i nadmiarze zabawnych gadżetów, marka sumiennie pracuje na reputację uroczej, choć nieco infantylnej. Umyka gdzieś filuterne przymrużenie oka, od którego zaczęła się cała historia. Zupełnie niepotrzebnie. Po 11 latach Lolita to wciąż jedne z najbardziej interesujących i niebanalnych, bardzo słodkich perfum, po które zimą możemy sięgnąć w tzw. „zwykłych” perfumeriach. Lolita Lempicka, Lolita Lempicka (The first fragrance) EDP (1997) Nuty: nasiona anyżu, zielony bluszcz, fiołek, irys, wiśnia amarena, bób tonka, wanilia, pralinki, piżmo Kreator: Annick Menardo Cytat w tłumaczeniu własnym pochodzi z oficjalnej strony firmy Lolita Lempicka: http://www.parfumslolitalempicka.com/lolitalempicka.html#eng/le-premier-parfum/histoire Film reklamowy dostępny pod adresem: http://www.parfumslolitalempicka.com/lolitalempicka.html#eng/le-premier-parfum/communication Reklamy prasowe opublikował francuski serwis Images de Parfums (http://www.imagesdeparfums.fr/)
|