Wywiad z Markiem Kamińskim.
Wisła pojawiała się w legendach i książkach, które w dzieciństwie czytałem. Jako dziecko mieszkałem w Połczynie Zdroju małej miejscowości na Pomorzu, w której była rzeka Wogra. Książka „Dzieci kapitana Granta” zainspirowała mnie do tego, aby wykorzystać tę rzekę do poczty butelkowej. Listy z moim nazwiskiem, adresem, krótkim opisem i prośbą o odpowiedź wkładałem do butelki i wrzucałem do rzeki wierząc, że ona te wiadomości gdzieś zaniesie. I udało się! Już nie pamiętam od kogo, ale odpowiedź dostałem. Jeszcze ciekawsze było to, że listy w butelce wrzucałem także do Morza Północnego podczas podróży statkiem do Maroka gdy miałem 15 lat. Wówczas dostałem kilka odpowiedzi:
z Niemiec, Holandii, Francji. Okazuje się więc, że poczta butelkowa ciągle działa, nawet w dzisiejszych czasach!
No proszę! A inne wspomnienia związane z rzekami?
Na Pomorzu jest wiele rzek. Kąpałem się w nich, pływałem kajakiem, brodziłem i łowiłem raki. Umiałem zrobić z nich zupę, albo upiec. Nie wiem czy teraz jest to dozwolone, wtedy tak. Trzeba było wyciągać je spod kamieni.
A pierwsze zetknięcie z rzeką Wisłą?
Po pierwsze, moja mama się urodziła nad Wisłą w miejscowości Ciszyca Kolonia, niedaleko Kazimierza. Jako dziecko jeździłem tam, do rodziny nad Wisłą. Poza tym trochę czasu spędziłem w sanatorium w Ciechocinku gdzie spacerowało się właśnie nad Wisłą. Teraz zimą kiedy samotnie przemierzałem Wisłę, miałem dużo czasu na myślenie i wszystko to sobie przypominałem. Do tej pory wydawało mi się, że ta rzeka była gdzieś daleko ode mnie, że moje życie nie było z nią związane, jest jednak zupełnie inaczej. Urodziłem się w Gdańsku , który leży nad Wisłą. Moi rodzice urodzili się nad Wisłą, bo tato w Sulejówku niedaleko Wisły. I dziadkowie, i pradziadkowie także urodzili się nad Wisłą. Moje studia w Warszawie – też nad Wisłą. Jacht, który budowałem w Gdańsku – też robiłem nad Wisłą. W ogóle nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale ta Wisła była osnową, na której całe moje życie się plotło. Płynąc zimą kajakiem po tej rzece uświadomiłem sobie, że była takim niewidzialnym spoiwem mojego życia.
A ta myśl, żeby Wisłę pokazać Polakom, Polaków obrócić twarzą do tej rzeki, a nie plecami?
No właśnie! Człowiek w życiu robi różne rzeczy, czasem jest tak, że intuicja wyprzedza rzeczywistość. Intuicyjnie wyczuwam sprawy, które dopiero będą nabierały znaczenia. Podejmowałem jakieś wyprawy i dopiero później, po ich zakończeniu widziałem, że to był właściwy wybór. I tak było z Wisłą: poczułem, że ta rzeka jest dla mnie ważna, że warto zrobić spływ Wisłą, najpierw letni, a potem zimowy. Wszyscy wzruszali ramionami, pytali: po co ta Wisła, po co się nią zajmować? Byłeś na krańcach świata, ona jest nieciekawa, to bez sensu. Ja jednak czułem, że powinienem się tym zająć. W pewnym sensie moje myślenie wyprzedziło na przykład powodzie, które przyszły. Ciągle mam to poczucie, że Wisła ma olbrzymi potencjał lecz jest zaniedbana w świadomości Polaków, nikt się nią nie zajmuje. Ale od takiej ważnej rzeczy nie można się odciąć, to nic nie da, a może jeszcze pogorszy sytuację.
Ale w jaki sposób w tej chwili potwierdza się sens tych dwóch wypraw przez Wisłę, powódź to potwierdziła?
Podczas tych wypraw powtarzałem m.in., że Wisła jest żywiołem, że może być groźna i nie można tego lekceważyć. I te słowa ze względu na powódź niestety, szybko się sprawdziły. Tą rzeką trzeba się zająć i nie chodzi o to, żeby budować wały i odgradzać się od niej. Trzeba ją zacząć szanować, wręcz traktować jak partnera, przygotować dla niej wieloletnie plany, a przede wszystkim traktować jako całość, a nie dzielić na odcinki. Ta rzeka to jeden wielki organizm o przemożnym wpływie na całe państwo. W tej chwili w Polsce nie ma takiej wizji. Ze względu na obie wyprawy kontaktowałem się z wieloma środowiskami i widzę, że każdy ma jakieś osobne koncepcje, oderwane od reszty, na dodatek nie ma też kursu na jakiś kompromis na rzecz wspólnej wizji. A tymczasem pewne jest, że tej rzeki nie można zostawić samej sobie, a z drugiej strony plany budowania tam, wałów żeby ujarzmić żywioł też nie są odpowiedzią na spójną wizję. Wisła musi odzyskać naturalne tereny zalewowe i należną jej przestrzeń, bo to niezwykły fragment natury. Człowiek potrzebuje kontaktu z naturą, a takich miejsc jest przecież coraz mniej, dlatego też Wisła jest tak bardzo cenna. Ten naturalny korytarz przyrodniczy biegnie przez całą Polskę dlatego powinniśmy go chronić i dobrze planować jak go zachować i wykorzystać dla nas, i przyszłych pokoleń.
A jaką Polacy będą mieli z tego korzyści?
Po pierwsze nie będą musieli szukać takich miejsc po świecie. Po drugie Wisła może być symbolem Polski jak Tatry i Mazury razem wzięte i przyciągać turystów. Wioski, które znajdują się nad brzegami kiedyś żyły z rolnictwa, teraz nie mają na to szans. Przemysłu też tam nie będzie. Wydaje się, że przesłanką do rozwoju takich terenów jest właśnie turystyka. Możliwości rekreacji i wypoczynku w zgodzie ze środowiskiem przy wykorzystaniu wody, krajobrazu wokół rzeki z jednoczesną możliwością zatrudnienia jest mnóstwo. To wszystko to oczywiście ogólne hasła, ale można je przełożyć na konkretne rozwiązania.
Ale kto ma się tym zająć: rząd, ministerstwo?
Na pewno rząd, Sejm, organizacje pozarządowe działające w różnych obszarach życia społecznego. Podczas licznych konferencji, w których brałem udział, zauważyłem, że każdy myśli o Wiśle tylko w granicach swojej specjalności. Na przykład: ministerstwo gospodarki myśli o drogach wodnych, a organizacje ekologiczne - o ochronie natury, tymczasem trzeba pomyśleć o obu rzeczach jednocześnie i jeszcze kilku innych, i zrobić wspólny plan dla wszystkich i wszystkiego. To nie jest praca dla jednego ministerstwa. Wisła jest całością, a nie tylko drogą wodną, tylko kaskadą tam czy tylko terenem chronionym.
Czy porównywałby Pan Wisłę z innymi rzekami na świecie?
Może trochę z Loarą, ale dla mnie Wisła jest o wiele piękniejsza i atrakcyjniejsza. Naprawdę jest wyjątkową rzeką i nie ma żadnej przesady w mówieniu, że jest nieporównywalna. Porównywanie miejsc nad Wisłą i zdarzeń historycznych z nią związanych z innymi rzekami jest po prostu niemożliwe. Nie ma na świecie drugiej takiej, z takim szlakiem historii i natury.
Czy ludzie mają takie poczucie, że są uzależnieni od tej wody?
Są ciągle ludzie, którzy żyją z Wisły, ale ta grupa jest bardzo mała. O wiele większa jest grupa ludzi, którzy mieszkają nad Wisłą i kompletnie nic o niej nie wiedzą. To byli właśnie ci, którzy podczas wyprawy przychodzili żeby zobaczyć mnie, a dopiero potem rzekę.
Może wydaje im się, że nie mają z niej żadnej korzyści.
Myślę, że raczej chodzi o to, że nie mają dobrych przykładów. Polacy jakby bali się wody, odwracają się do niej plecami. To widać też nad Bałtykiem. Jest leżenie na plaży, taplanie się, ale nie ma pływania jachtami, łódkami, jakiejś większej aktywności. Pewnie różne są powody tego widocznego dystansu Polaków do wody.
Ale przypływu uczuć podczas wyprawy nie brakowało?
O tak, ujawniały się emocje. Biało-czerwone flagi, witanie chlebem, radość, że coś w sprawie Wisły się dzieje.
Źródło: Klub Gaja
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
Buszujesz po stronie? Zaloguj się na swoje konto i zbieraj pestki – to się opłaca!
Do wygrania - nagroda stycznia

Bio certyfikowany peeling solny BeEco, FlosLek
"Organic" 3(6)2011
Dwumiesięcznik społeczno-ekologiczny
Cena: 15 zł
W odróżnieniu od skażeń zbiorników wodnych czy gleby, zanieczyszczenia atmosfery trudno ograniczyć do pewnego terenu.
Data
| Nazwa
| Punktów
|
2012-05-15 20:39:05 |
Paweł |
20 |
2012-05-06 12:12:33 |
Nanc |
20 |
2012-04-05 08:13:11 |
ekoMaluch |
20 |
2012-03-28 13:01:50 |
sylvia2005 |
20 |
2012-03-21 13:03:25 |
Butelki |
20 |
|