| Mamoooo, po co mi tabliczka mnożenia ? |
| Wpisany przez Joanna Misiak | ||||||||
Wadą dzieci zdolnych bywa lenistwo i niecierpliwość. Niestety. Moja córka, której nauka przychodzi z łatwością, nie uczy się w domu prawie wcale.
Kiedy córka poszła do pierwszej klasy, byłam w drugiej ciąży. Będąc w domu, wzięłam sobie za punkt honoru wyrobienie w niej nawyków, które zaprocentują na studiach (o ile na takowe pójdzie), w pracy i w domu. Jednym słowem - na co dzień. Zaczęłam więc od odrabiania z nią prac domowych. Nie przemęczałam się, gdyż łapała wszystko w lot. Uważała na lekcjach, więc prace domowe odrabiała w błyskawicznym tempie, w dodatku bez błędów. Ponieważ nie chciałam, aby nauka była dla niej koszmarem, postanowiłam dać jej wolną rękę. Pilnowałam jedynie porządku dnia. Ważne, aby dziecko odrabiało prace domowe niemalże tuż po przyjściu ze szkoły. W pamięci ma jeszcze żywe obrazy z zajęć i odrabiając lekcje po powrocie, utrwala swoją wiedzę. Systematyczność sprawdziła się w 100%. Sprawdzałam jej zeszyty, książki - najpierw codziennie, potem rzadziej, a potem jeszcze rzadziej....aż ograniczyłam się jedynie do chodzenia na wywiadówki, na których zawsze ją chwalono. Rosła więc w przekonaniu, że jest zdolnym dzieckiem, bardzo samodzielnym i odpowiedzialnym. Aż któregoś dnia: - Mamooooo, żeby było jasne, nie będę się uczyła tabliczki mnożenia - powiedziała rzucając plecakiem w kąt. Fanem matematyki nie byłam nigdy, ale jedno wiem - tabliczka mnożenia z całą pewnością nie jest głupia. No, ale jak to wytłumaczyć dziecku, które samo skręca i rozkręca różne, dość skomplikowane rzeczy, którego ulubionym programem jest "Jak to jest zrobione?". Jestem pewna, że moja córka prędzej wytłumaczyłaby mi czym jest chip, jak się robi skrzypce, balony, niż to, dlaczego 7x 8 równa się 56. O matko kochana, westchnęłam w duchu. Jak jej dojdzie fizyka w szkole, każe sobie tłumaczyć dlaczego woda przechodzi w lód, a lód w wodę w tej samej temperaturze. Sama zrobiłam taki numer, więc dlaczego ona ma nie zrobić? Zaczęłam od praktycznej, bardzo bliskiej mojemu pragmatycznemu dziecku, strony: - Tabliczka będzie ci potrzebna dosłownie każdego dnia. W sklepie, w banku, w kuchni. Wszędzie. Dziecko, musisz się jej nauczyć, wszyscy się jej uczą. A co najważniejsze - kontynuowałam - tabliczka mnożenia będzie ci potrzebna przede wszystkim na lekcjach matematyki. Na WSZYSTKICH lekcjach matematyki - dodałam z naciskiem - Nic nie policzysz, nie podzielisz, nie rozwiążesz, jeśli nie będziesz umiała tabliczki. - Będę płaciła kartą, w kuchni nie czuję się zbyt pewnie, więc nie ma obaw. A co do matematyki - ludzie kiedyś liczydło traktowali jak superkomputer i ja jestem pewna, że jak się tej tabliczki jakimś cudem nauczę, to nie będzie już nikomu do niczego potrzebna i stracę tylko czas zajmując sobie pamięć bzdurami - mówiła jednych tchem. - Nie, no jasne. Lepiej pamiętać wszystkie imiona z serialu High School, Czarodziejki czy H2O. Miejsca na tabliczkę zostaje faktycznie mało. Dwa lata trwała wojna tabliczkowa. Uczyła się dniami i nocami przekonując nas, płacząc teatralnie, że tego się nie da nauczyć. Denerwowało mnie to, ponieważ doskonale wiemy, że każdy z nas musiał się jej nauczyć i nikomu z nas nie udało się to w pół godziny. Naszych argumentów wystarczyłoby na obdzielenie całej leniwej klasy dwuklasistów. Ręce nam opadły, pozostało mieć nadzieję, że w końcu jakimś cudem do głowy jej to wejdzie. Brała w międzyczasie udział w konkursach, poszukiwała odpowiedzi na wiele trudnych pytań, a tabliczka kulała dalej. Pod koniec trzeciej klasy wychowawczyni córki, cudowna kobieta z powołaniem, powiedziała do mnie - Ona jest bez zarzutu, tylko ta tabliczka. Coś musimy z tym zrobić. Niebawem czwarta klasa, a ona nie zna jej tak jak powinna. A co najważniejsze, stać ją na to, aby znała śpiewająco. Pozostała ostatnia deska ratunku. Dziadek Wiesiek, wielbiony przez moje dziecko bezgranicznie, a i on nie pozostawał jej dłużny. "Poskarżyłam" mu, że wnuczkę opanowało trudne do wyjaśnienia lenistwo. - Jestem pewien - powiedział do wnuczki spokojnym jak zwykle głosem - że albo nie miałaś czasu na tabliczkę, albo ci się nie chciało tego nauczyć. Bo nikt mi nie wmówi, że tobie tabliczka sprawia kłopoty. Udowodnij rodzicom, że jak nie masz żadnych dodatkowych zajęć to potrafisz się jej nauczyć w tydzień. Umówmy się, że nauczysz się jej do przyszłej niedzieli. Co to dla ciebie taka tabliczka, prawda ? W tydzień czasu moje dziecko nauczyło się bezbłędnie tabliczki mnożenia. Koncertowo. Argumentując konieczność nauczenia się tych znienawidzonych słupków zapomniałam o dziecięcej ambicji, która działa cuda.
Powered by
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
|
Forum
| Wokół nas |
| Zdrowie |
| Uroda |
| Dom |
| Moda ekologiczna |
| Kuchnia |
| Ogród |
| Zwierzęta |
| Rekreacja, sport |
| Na luzie |
| O Femia.pl |
| Wszystkie wątki - od najnowszych |
Patronaty
O Femia.pl
| O Femia.pl |
| Zespół |
| Reklama/PR |
| Dołącz do nas |
| Regulamin |
| Kontakt |





Wyraź swój sprzeci...
Książkowy przykład egoisty widzącego nic więcej jak ...
Oznaczenia jajek
0PL - 1PL nie jest najwyższą jakością, gdyż nawet w ...
Glikemia i indeks gl...
RYŻ. Dieta. Indeks glikemiczny. IG to BŁĘDY. - Ryż, b...