| Lancome, Magnifique |
| Wpisany przez Agnieszka Skórska | ||||||||
|
Miał być hit. Lancome zapowiedział zmysłową, ciepłą i słodką kompozycję osnutą wokół nut drzewnych – czyli dokładnie to, czego kobiety zwykle od perfum oczekują jesienią i zimą. Ambasadorką marki została śliczna Anne Hathaway, która odniosła kasowy sukces rolą w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”, zdobywając serca milionów wielbicieli. Przyjemny, ciepły zapach plus intensywna kampania reklamowa: byłam pewna, że w obecnych czasach wiele więcej nie trzeba, a tymczasem jak Polska długa i szeroka, Magnifique nie podoba się nikomu. Wielbiciele kompozycji trudnych i skomplikowanych marszczą nosy na niedobory innowacji. Ranking najlepiej sprzedających się zapachów w sieci perfumerii Douglas wskazuje niezbicie, że nowy zapach znanej francuskiej marki – przynajmniej na razie – znajduje się poza ścisłą czołówką. Czyżby tzw. „masowy odbiorca” również nie dał się ponieść magii nowości? Przyznam, że opisy na blogach i forach, a także opinie znajomych, w połączeniu z zadawnionym wrażeniem równi pochyłej, jaką od paru lat Lancome zjeżdża „na łeb na szyję”, przygotowywały mnie na dziadostwo co się zowie. Do testów przystępowałam z rezerwą, by nie rzec wprost, że z niechęcią, w przeczuciu gorzkiego zawodu. Być może jestem sentymentalna: moje pierwsze „dorosłe” i pełnowymiarowe perfumy pochodziły z tej właśnie firmy. Wydałam na nie całe stypendium i przez miesiąc przymierałam głodem, ładnie pachnąc w ramach gratyfikacji. Systematyczna zniżka formy Lancome’a napawa mnie więc ogromnym smutkiem, a każdy nowy zapach daje nową (zwykle płonną) nadzieję na odbicie się od dna. Tymczasem Magnifique, choć zapowiadaną nazwą wspaniałością istotnie nie grzeszy, bynajmniej nie jest najgorszą pozycją wśród tegorocznych nowości. Na amplitudzie dzieł firmy odnotowuję wręcz znaczący skok w górę, po Hypnose, który smakował jak pulchny budyń i jeszcze bardziej nijakich Attraction i Miracle w kilku wariantach. Tak, to prawda, do kompozycji awangardowych nie należy, ale – powiedzmy sobie szczerze – czy właśnie tego oczekujemy po Lancome? Magnifique został zaszeregowany w kategorii zapachów „drzewnych”. Ta klasyfikacja ostatnio wydaje się być modna, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że tyczy się głównie sfery werbalnej. Nic dziwnego, bo perfumy zbyt ostentacyjnie imitujące soczystość wprost spod obdartej kory łatwo zyskują uznanie znawców i krytyków, lecz nie trzeba specjalnych badań rynku, by wiedzieć, że w ilości masowej wytrawna surowość zwyczajnie się nie sprzeda. Zatem zgodnie z tą tendencją, w Magnifique aromaty drzewne zostały tylko lekko zamarkowane – rok temu tą drogą z powodzeniem poszli twórcy Ange ou Demon Givenchy. Elementem kampanii informacyjnej stało się wykorzystanie nagarmoty – rośliny z gatunku papirusów, która według zapewnień z witryny firmowej Lancome, została użyta w perfumach po raz pierwszy. I tu się myli nasz producent, lub co gorsza celowo wprowadza nas w błąd, co – choć dla odbioru samego zapachu zupełnie nieistotne – odnotowuję z ponurą satysfakcją. Nagarmotę, inaczej cypriol – indyjską roślinę z gatunku papirusowatych, spotykamy już w męskiej wersji L’Eau d’Issey Miyake, niedawno pojawiła się w Jatamansi niszowej marki L’Artisan. Dwa lata temu użył jej Bertrand Duchaufour w rewelacyjnych perfumach Dzongkha, również L’Artisana. Na tym podobieństwa między tymi kompozycjami się kończą i prawdę mówiąc, nikt przy zdrowych zmysłach nie podejrzewałby jakiegokolwiek powinowactwa między nimi. Na przykład Dzongkha to krnąbrna impresja, z którą pierwsze spotkanie wprawia w konsternację, a zaraz potem rodzi się bezkompromisowy zachwyt lub nieprzejednana nienawiść. Magnifique zdecydowanie brak zadatków na kontrowersyjnego wichrzyciela. Nad całością panują płatki róż, żwawe i swawolne, w nucie głowy szczodrze przysypane szafranem. W kontekście dominanty „królowej kwiatów” uzasadnione wydaje się porównanie Magnifique z Tresor Sophii Grojsman, perfumami, które stały się ikoną i znakiem rozpoznawczym Lancome. Ten ostatni jest jednak zapachem znacznie bardziej pudrowym, spokojnym, by nie rzec: nobliwym. Natomiast Magnifique, w którym pikantne przyprawy wyostrzają kontury kompozycji, niesie ze sobą sporo energii i radości. Początek jest ciepły, roziskrzony, środek wciąż naładowany energią, a wreszcie końcówka pulsuje błogim zadowoleniem i rodzinnym spotkaniem nad wielkim garem z konfiturami. Większość nut deklarowanych w składzie pozostaje jednak niewyczuwalna, kryje się po kątach, unikając konfrontacji. W moim odczuciu ich milkliwość, nijakość i niezdecydowane przebieranie nogami w obliczu majestatu róży znacznie obniża rangę całości i rzutuje na ocenę Magnifique jako perfum klasy raczej średniej, w sam raz odpowiadającej niewyszukanemu projektowi flakonu. Nie zmienia to jednak faktu, że dotychczasowe sądy internautów uznaję za zbyt surowe. Bowiem uroku i przyjemnej „ładności”, a także naprawdę zadowalającej trwałości odmówić Magnifique żadną miarą nie można. *** ![]() Lancome, Magnifique (2008) Twórcy: Oliver Cresp i Jacques Cavallier Skład: nagarmota (cypriol), szafran, kminek, esencja róży bułgarskiej, esencja róży majowej, jaśmin, ekstrakt australijskiego drzewa sandałowego, wetiwer. Prezentowane felietony opisują w fascynujący sposób perfumy, które, niestety, nie są nietestowane na zwierzętach. Warto jednak ponieść się lekturze ze względu na urok tekstów p. Agnieszki Skórskiej-Jarmusz.
Powered by
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
|


